
Zwierciadło Podcasty
„Najgorsze, co możesz zrobić, to uciekać przed lękiem”. Sebastian Karpiel-Bułecka o wychodzeniu z trudnych emocji | „Kultura i inne przyjemności”
„Lęk potrafi być naprawdę przytłaczający” – mówi Sebastian Karpiel-Bułecka w rozmowie z Zofią Fabjanowską, szefową działu Kultura „Zwierciadła”. Lider Zakopower opowiada o tym, czego nauczyli go ojciec i dziadek, o niezwykłym pożegnaniu z tatą, emocjonalnym koszcie koncertów, stanach lękowych i o tym, dlaczego dziś łatwiej jest mu oswoić własne słabości. Dla muzyka scena może być źródłem ogromnej energii. Jest publiczność, światła, rytm, wspólne granie i szczególny rodzaj porozumienia, którego nie da się do końca przełożyć na język. Karpiel-Bułecka opisuje je wręcz jako „język duchowy” – coś, co powstaje pomiędzy członkami zespołu podczas koncertu. Problem zaczynał się po zejściu ze sceny. Przez lata emocjonalny kontrast między koncertowym pobudzeniem a zwyczajnością po występie potrafił być dla niego bardzo trudny. Ten „skok dopaminowy” po koncercie, jak sam go określa, zostawiał pustkę, szczególnie kiedy nie miał jeszcze rodziny. Po intensywnym doświadczeniu nagle nie było do czego wracać. Artysta przyznaje, że było to trudne doświadczenie bliskie momentami depresji. Dziś ten mechanizm wygląda inaczej. Żona, dzieci, dom i codzienność sprawiły, że po zejściu ze sceny istnieje coś więcej niż tylko cisza. „Od kiedy mam żonę, dzieci, tych skoków emocjonalnych nie czuję” – mówi. Rodzina stała się więc nie tylko przestrzenią prywatności, ale też swoistą przeciwwagą dla życia opartego na ciągłej intensywności. Kiedy wchodzi lęk Jednym z ważniejszych tematów rozmowy jest lęk. Karpiel-Bułecka zdecydował się mówić o swoich stanach lękowych publicznie, choć mógłby przecież pozostawić je w sferze prywatnej. Powód był prosty: skoro sam doświadczył trudności, chciał, żeby jego historia mogła pomóc komuś, kto właśnie przeżywa coś podobnego. Wciąż funkcjonujemy w rzeczywistości, w której problemy psychiczne bywają traktowane inaczej niż choroby ciała. O osobie cierpiącej z powodu lęku czy depresji łatwo powiedzieć, że „przesadza”, „wymyśla” albo powinna po prostu wziąć się w garść. Muzyk sprzeciwia się takiemu myśleniu. „Nerwica lękowa czy depresja to takie same choroby jak na przykład grypa” – podkreśla. Jego zdaniem takie podejście może być ważne zarówno dla osoby, która mierzy się z problemem, jak i dla jej najbliższych. Bo lęk potrafi być absurdalny, a jednocześnie całkowicie realny w odczuciu osoby, która go doświadcza. Muzyk wspomina sytuacje, w których bał się wyjść na scenę, ponieważ był przekonany, że upadnie i umrze. Z zewnątrz trudno znaleźć w takim scenariuszu logikę. Dla człowieka znajdującego się w środku ataku lęku ta irracjonalność nie sprawia jednak, że strach staje się mniej dotkliwy. Odzyskiwanie wpływu Czy można powiedzieć, że Karpiel-Bułecka ma już ten etap za sobą? Odpowiedź jest daleka od efektownej historii o całkowitym zwycięstwie nad własnymi słabościami. „Nie” – przyznaje. Różnica polega na czymś innym: dziś potrafi wcześniej rozpoznać sygnały ostrzegawcze i odpowiednio zareagować. Zamiast czekać, aż lęk urośnie do rozmiarów, z którymi trudno sobie poradzić, stara się wyciszyć, nie brać wszystkiego tak bardzo do siebie i działać profilaktycznie. To podejście jest mniej spektakularne niż opowieść o pokonaniu własnych demonów, ale właśnie dlatego brzmi wiarygodnie. Nie chodzi o to, żeby już nigdy się nie bać. Chodzi o to, by wiedzieć, co zrobić, kiedy strach znowu się pojawi. Karpiel-Bułecka mówi zresztą bardzo stanowczo o tym, czego – jego zdaniem – nie należy robić. Zamknięcie się w domu, pozostanie na kanapie i unikanie sytuacji wywołujących lęk może dawać chwilową ulgę, ale w dłuższej perspektywie tylko wzmacnia problem. „Najgorsze, co możesz zrobić, to ucieczka przed lękiem” – przekonuje. W jego doświadczeniu skuteczniejsza okazuje się droga małych kroków: wychodzenie naprzeciw temu, czego się boimy, nawet jeśli wymaga to sporego wysiłku. Nie jest to recepta na życie bez lęku. Raczej sposób na odzyskiwanie wpływu na własne życie.






